czwartek, 15 listopada 2018

Recenzja - Efektima krem do twarzy z olejem konopnym cera tłusta i mieszana

Recenzja - Efektima krem do twarzy z olejem konopnym cera tłusta i mieszana
Marka Efektima oferuje naprawdę ciekawe produkty. W październiku trafił do mnie Krem do twarzy z olejem konopnym do cery mieszanej i tłustej. O właściwościach oleju konopnego oraz o olejku w sprayu do ciała i włosów marki Efektima pisałam tutaj. Mogę wam powiedzieć, że naprawdę się sprawdza w pielęgnacji ciała i włosów. A jak to jest z cerą?


Opis producenta:
W kremie do twarzy z olejem konopnym znajdujemy też wyciąg  huby i masło shea. Ten wariant kremu przeznaczony jest do cery tłustej i mieszanej, ale są też warianty do cery suchej i cery dojrzałej 40+. Ten krem ma lekką kremowo żelową konsystencję z myślą o pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Ma doskonale się wchłaniać, zostawiać cerę gładką, nawilżoną, aksamitną i miłą w dotyku, a do tego poprawiać jej jakość.


Moja opinia:
Samo opakowanie bardzo mi się podoba. Słoiczek jest szklany z plastikową nakrętką, a całość zamknięta jest w kartoniku. I właśnie to kartonikowe opakowanie robi na mnie wrażenie, bo ten zielony kolor jest prześliczny! A do tego błyszczy. No czego kobiecie więcej potrzeba?

Po drugie zwróćcie uwagę na skład. Olej konopny jest na 4 miejscu w składzie, oznacza to, że jest go naprawdę porządna ilość w kosmetyku. A ponadto zgadza się to z reklamą marki. Skoro na opakowaniu jest wymieniony dokładnie olej konopny to tego składnika oczekuję na początku składu i moje oczekiwania zostały spełnione.


Krem jest zamknięty w słoiczku o pojemności 50 ml, czyli standardowo jak na krem do twarzy. Ale jest szalenie wydajny! Zgadzam się, że to lekki krem i wchłania się równie dobrze jak żel. Jednak zależy co robię z cerą wcześniej. Jeśli mocno ją oczyszczę to skóra wypija ten krem, jeśli po prostu ją umyję to krem się świetnie wchłania, ale czuć, że na skórze jest. Nie mylić z warstewką! Bo to nie to. Aczkolwiek skóra po tym kremie jest pięknie promienna. Na pewno nie jest zmatowiona!

Produkt ma pomagać w regulowaniu wydzielania sebum i nawilżać. U mnie błyszczenie pojawia się po 4-5 godzinach od nałożenia kremu, więc to standard. Natomiast pod makijaż ten krem może działać nawet lepiej, ale uwaga! Jeśli używacie kosmetyków do makijażu matujących to normalne, że wpłyną one na trwałość makijażu i ogólnie na wybłyszczanie się. Dlatego tutaj wszystko zależy od tego jaki makijaż robię i jakimi produktami, ale spokojnie te 5-6 godzin wytrzymuje bez poprawek. 

Pierwsze co zaczyna mi się wybłyszczać to nos, a potem czoło. Więc nie jest to takie straszne, bo wystarczy bibułka czy troszkę pudru na makijaż, aby opanować błyszczenie.


A co z nawilżaniem, miękkością, aksamitną cerą? Zgadzam się z opisem producenta. Moja cera po tym kremie jest super gładka, miękka, przyjemna w dotyku, nawilżona na cały dzień i po prostu taka miła. I pięknie promienieje. Zauważyłam też, że od kiedy używam tego kremu mam mniejszy problem z ropnymi krostkami. Pojawia mi się może jedna na kilka dni, a nie całe stado. Nie zapycha też porów, nie podrażnia i co ciekawe dobrze współpracuje z kosmetykami pielęgnującymi jak i makijażem.

Podsumowując naprawdę polecam sprawdzić na sobie ten krem zwłaszcza, że jego cena to około 20 złotych za 50 ml.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Co warto kupić w Sephora na wyprzedaży Black Friday?

Co warto kupić w Sephora na wyprzedaży Black Friday?
Sephora to jeden z tych sklepów, gdzie wchodzimy z pełnym portfelem, wychodzimy z pustym, a kupiliśmy jedną rzecz. Dlatego warto korzystać z każdej akcji wyprzedażowej. Zbliża się Black Friday, a jak na stronie Sephora można przeczytać i ten sklep bierze udział w akcji. W promocję mają się łapać na pewno perfumy, nowości kosmetyczne i kosmetyki do makijażu. Uwaga! Kod XB18 daje zniżkę -20% działać będzie do 27.11. jednak jest to promocja z okazji nadchodzących świąt. Nie wiem czy łączy się z promocjami na Black Friday, ale ten dzień będzie obejmować swoim zasięgiem.


Makijaż
W Sephorze można znaleźć wiele bardziej luksusowych marek, ale na szczęście część z nich ma tak zwane travel lub mini size produkty, które są w sam raz, aby przetestować czy formuła, zapach, kolor, tonacja itd. nam odpowiadają.


Jedynie paleta cieni Zoeva Opulance i szminka Kate Von D Studded Kiss kolor Lovecraft to pełne wymiary produktów. Cała reszta to wersji mini, ale zdecydowanie warto było je kupić, ponieważ są szalenie wydajne!


Osobiście polecam polować na: Benefit Porefessional bazę pod podkład, Benefit Hoola bronzer, Marc Jacobs kremowa szminka do ust i pasująca konturówka (mój kolor to Sugar and Cream), szminki Kate Von D Studded Kiss, Becca Light Chaser rozświetlacz (mój kolor to Rose Quartz), Urban Decay All nighter setting spray, paleta cieni np. Zoeva Opulence.

Pielęgnacja cery
Trzeba przyznać, że wybór produktów do pielęgnacji cery też jest ogromny, a niektóre marki są w Sephora na wyłączność. O ile się nie mylę w polskiej oficjalnej dystrybucji marka Oozoo właśnie jest dostępna tylko tu.



Naprawdę polecam maseczki Oozoo Bear, ponieważ są świetne! Jedna maseczka to jak zabieg u kosmetyczki. Na maski do twarzy od Glamglow jest wielki hype, ale maseczka Supermud to mój hit w oczyszczaniu cery i mimo wysokiej ceny polecam bardzo mocno, bo jest o wiele wydajniejsza od produktów, które rzekomo są jej podobne.

Perfumy
O najciekawszych zapach na jesień pisałam osobny post na blogu. Post Top 6 zapachów na jesień znajdziecie tutaj: https://swiat-panny-n.blogspot.com/2018/09/top-6-zapachow-na-jesien.html



Polecam kupować perfumy droższych marek w sklepach sprawdzonych jak na przykład Sephora. Zdecydowanie odradzam Allegro mimo, że rzekomo ma korzystniejsze ceny, ale jak poczytacie komentarze to możecie być naprawdę negatywnie zaskoczeni. Dlatego skoro ma być -20% jest okazja kupić ulubioną butelkę perfum trochę taniej.

Prezenty
Zestawy prezentowe czy tzw. crackery na Sephorze pojawiają się co roku i szybko znikają. Dlatego jeśli chcecie kupić prezenty to polecam skorzystać z Black Friday, ponieważ takie zestawy szybko się wyprzedają.


Sama sobie kupiłam zestaw prezentowy od Rituals i zobaczcie jak jest pięknie zapakowany. Takie zestawy są jeszcze w innych "zapachach" w cenie 89 złotych, ale można też znaleźć mniejsze zestawy Ritauals za 65 złotych. Polecam tę markę, bo produkty są wysokiej jakości, a zapachy nieziemskie! No i w tej cenie dostajecie naprawdę sporej wielkości mini produkty.

A jakie są wasze typy na Black Friday?



czwartek, 8 listopada 2018

Recenzja - Vichy Slow Age krem i maska dotlenienie i regeneracja

Recenzja - Vichy  Slow Age krem i maska dotlenienie i regeneracja
Moja cera bardzo się lubi z kosmetykami Vichy, ale nie kupuję ich regularnie. Dzięki akcji testowania w Klubie recenzentki na wizaż trafił do mnie nowy krem tej marki. Slow Age krem i maska - dotlenienie i regeneracja. Jest to kosmetyk do stosowania na noc jako krem, ale można też użyć go jako maseczki na twarz. Co jest w nim niezwykłego? Roślinny wyciąg z Resweatrolem i Bajkalina o właściwościach antyoksydacyjnych. Jeśli chcecie wiedzieć czy u mnie się sprawdził zapraszam do dalszej lektury.


Obietnice producenta:
Żel-krem z zawartością resweratrolu o właściwościach przeciwstarzeniowych oraz bajkaliny o właściwościach antyoksydacyjnych, poprawia dotlenienie skóry i wspomaga jej regenerację w ciągu nocy. Po przebudzeniu skóra jest nawilżona, wygładzona i pełna blasku. Kolor kremu jest pochodzenia naturalnego, nie barwi skóry.  


Moja opinia:
Używam tego kremu już ponad 2 miesiące, sumiennie prawie co wieczór, więc czas na recenzję. Po pierwsze produkt jest zamknięty w szklanym, ciężkim, ale ślicznym słoiczku. Opakowanie mi się bardzo podoba. Druga rzecz, która od razu rzuca się na zmysły to zapach! Nie miałam styczności nigdy wcześniej z tego typu zapachem, ale jest bardzo ładny. Wydaje mi się, że związany jest ze składnikami aktywnymi. 


Konsystencja jest faktycznie żelowa, ale jest to bardzo gęsty żel, które potrzeba odrobinę. Dosłownie odrobinę na opuszek palca. Musiałam kilka razy zmieniać dawki aplikowane na cerę, bo ciągle było go za dużo i przez to została lepka warstwa, którą wytarłam o poduszki... a tak im mniej, tym lepiej. Co też sprawia, że ten produkt jest bardzo wydajny. Po dwóch miesiącach ledwo widzę w nim zużycie.

Działanie - ponieważ jest to krem - maska na noc to używam go jako kremu kończącego pielęgnację. Mówiąc wprost jak sleeeping pack. Robię swoją standardową pielęgnację i jak się wchłonie to na koniec nakładam Vichy Slow Age. Co mi to daje? Po pierwsze wszystkie składniki z innych produktów się pod nim zamykają, więc mogą działać lepiej. Po drugie cera jest super gładka, promienna i nawilżona drugiego dnia. I tak za każdym razem. Ale zauważyłam, że czasem mam nadprodukcję sebum w nocy, a czasem cera jest normalna. Dlatego uważam, że duże znaczenie ma to jakie konkretnie produkty nałożymy przed nim.

U mnie sprawdza się najlepiej kompozycja serum ampułka Borabit od Missha, krem z olejem z konopi od Efektimy i na to Vichy Slow Age. Na drugi dzień mam śliczną cerę.

Mimo, że jest to produkt gęsty, treściwy, żelowy i zamykający inne produkty pod sobą to nie zauważyłam, aby mnie po nim wysypało czy aby zapychał mi pory. Może ze dwa razy znalazłam na twarzy podejrzaną krostkę, ale przy regularnym używaniu nie widzę negatywnego wpływu na zapychanie porów i wysyp.

Jedynym minusem może być cena, ponieważ krem kosztuje około 100 złotych w drogeriach internetowych. Jak za jeden produkt to sporo, ale termin ważności tego kremu po otwarciu to 12 miesięcy i ja już się zastanawiam czy go zużyje w tym czasie, bo się na to nie zanosi. Tak więc porównując wydajność do ceny to jak najbardziej się go kupić opłaca. O ile lubicie sleeping packi.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Haul - zakupowe szaleństwo październik 2018

Haul - zakupowe szaleństwo październik 2018
Kolejny miesiąc z rzędu powtarzam, że muszę się ograniczyć z zakupami, bo mam bardzo dużo kosmetyków, a wręcz mam dość spore zapasy w niektórych kategoriach. I kończy się jak zwykle... ogromnym haulem! Część produktów dostałam do testów, część wygrałam w konkursach i zostałam ambasadorką marki Nami. Oczywiście wiele z tych produktów kupiłam sama. Chcecie wiedzieć co dokładnie wzbogaciło moją kolekcję użytkową w październiku?


Skingarden.pl - była promocja z okazji Halloween całe -40%, więc kupiłam sobie 11 maseczek i dostałam kilka próbek. Maseczki pokazywałam wam na IG story, ale kiedy już je zużyje będzie o nich dwa słowa w denku.


Nami24.pl - na fan page'u marki Nami był organizowany konkurs na ambasadorkę. Jak widać udało mi się wygrać z czego bardzo się cieszę. Dostałam w paczce trzy produkty do pielęgnacji włosów. Są to kosmetyki naturalne. Urzekła mnie szata graficzna produktów, bo jest piękna!


Efektima.eu - od marki Efektima otrzymałam do testów krem od twarzy z olejem konopnym do cery mieszanej i tłustej. Używam go już ponad 2 tygodnie i jestem naprawdę zadowolona. Krem doczeka się osobnej recenzji.


Wizaz - Klub recenzentki -  wiele osób zgłasza się do testów w Klubie Recenzentki na Wizażu i wiele wygrywa, ale ja to chyba mam farta życia ostatnimi czasy. W październiku do testów dostałam się aż 4 razy, w sumie 5 bo do Oriflame trzeba było zgłaszać się z osobna pod każdy produkt ;)


Wish - aplikacja Wish ma różne opinie, ale pamiętajcie, że tam jest milion różnych sprzedawców i trzeba czytać opinie. Zamówiłam gąbeczki za jakieś 4 złote i jestem zadowolona. Na zdjęciu są tylko te duże i używane (nie mogę doprać tej jasnej), ale mam jeszcze maluteńkie w tym zestawie np. do korektora pod oczy.

Naturequeen.pl - konkurs na Instagramie marki Nature Queen przyniósł mi wygraną i trzy solne peelingi do ciała oraz nagrodę niespodziankę olejek jojoba 100%. To także są kosmetyki naturalne co mnie cieszy, bo ostatnio trochę mnie ciągnie do przejścia na tę kategorię produktów.


Beautynetkorea.com - zamówienie składałam w sierpniu, ale doszło dopiero w październiku. Sklep zaoferował sprawdzenie gdzie jest moja paczka i próbował coś zdziałać, więc na plus, że nie zostawili mnie samej sobie w niepewności czemu moja paczka z Korei idzie 2 miesiące, a nie 2 tygodnie jak zwykle. Do zamówienia skusił mnie lip tint w kryształku od Missha (to jasno pomarańczowe coś).


Colourpop - na temat zamawiania z ich strony zrobię osobny post. Paletka It's a princess thing z kolekcji Copourpop Designer x Disney mnie urzekła od pierwszego spojrzenia. Musiałam mieć chociaż ją z całej kolekcji i nie żałuję zakupu.


Sephora - pamiętacie portal DDOB, o którym nie tak dawno wspominałam we wpisie na blogu? Można tam wymieniać punkty na m.in. bony do Sephora. Wymieniłam więc punkty na bon 100 zł i za bon kupiłam sobie zestaw prezentowy Rituals of Sakura. Kocham zapach tej serii i krem do ciała jest dla mnie super, więc chciałam sprawdzić i inne produkty.


Haule i unboxingi pojawiają się zwykle na moim IG story więc zapraszam do obserwowania mojego profilu: https://www.instagram.com/n.o.kosmetykach/

piątek, 2 listopada 2018

Denko - październik 2018

Denko - październik 2018
Moje denka nadal są dość duże, ale z miesiąca na miesiąc i tak się zmniejszają. Obecnie nie mam już prawie produktów, które chciałabym zużyć, bo mnie męczą lub mają dosłownie odrobinę, która jest aż nazbyt wydajna. Dlatego denko listopadowe powinno być nawet mniejsze. W Październiku zużyłam około 30 produktów, w tym jednorazowe maseczki do twarzy i musiałam pożegnać się z aż 3 produktami po terminie ważności.


Całe denko prezentuje się tak ^ a teraz przejdźmy do pojedynczych kategorii.

Kosmetyki do twarzy - pielęgnacja i makijaż

  • Ziaja tonik Jagody Acai - recenzja tutaj
  • Gorvita Aloe Vera - żel aloesowy to podstawa mojej pielęgnacji. Polecam.
  • BeBeauty płatki kosmetyczne - polecam.
  • Miss Sporty Insta Glow puder - daje fajny efekt lekko zmatowionej, ale promiennej cery. Polecam.
  • Eveline czarny eyeliner -  dla mnie zbyt wodnisty.
  • Tiger sówka balsam do ust - taki sobie. Ale ładne ma opakowanie.
  • Isana chusteczki do demakijażu - dobre i cena jest przyjazna. Polecam.
  • O2Skin tlenowy krem do twarzy - POLECAM recenzja tutaj
  • Tołpa: estetic 4 intensywne zabiegi na Trądzik - recenzja tutaj

Maseczki do twarzy: płachty i pack

  • Skin79 Seoul Girl's wrinkle care - nowość i polecam mocno.
  • Garnier Moisture and comfort - nie polecam, bo efekt trwa może 5 minut.
  • It's skin Todak todak pack -  taka sobie, bo tylko wygładza i nawilża nic więcej.
  • Body Club - 3 etapowe maseczki z Biedronki - świetne! Super nawilżają i koją skórę. Polecam.
  • Danielle maska z aktywnym węglem - świetnie nawilża, ale nie mam pojęcia gdzie ją kupić.
  • Amaderm - nie umiem tego otworzyć :)
Kosmetyki do ciała, włosów, jamy ustnej

  • Modelujące serum do ciała Natura Siberica - recenzja
  • Pasta do zębów Prokudent - tania i tyle.
  • Soraya balsam brązujący po opalaniu - daje świetny kolor, ale ma brokatowe drobinki.
  • Duft and Doft krem do rąk - recenzja
  • Yope mydło kuchenne - łagodne dla rąk, ale nie zmywa zapachów "kuchennych".
  • Kapoor Kachli odżywka w proszku do włosów -  mieszana z maską powoduje, że włosy są zdecydowanie bardziej gęste i ładniejsze. Ale strasznie brudzi.
  • Palette B12 -  zanim zdecydowałam się rozjaśnić włosy to farba skończyła swój żywot. Nie używam kosmetyków po upływie terminu ważności, więc ląduje w koszu tzn. denku.
  • Garnier antyperspirant w kulce - dla mnie taki sobie. Chroni, ale tylko przez pierwsze 2-3 godziny i już na pewno nie działa w upale.
Uffff koniec mojego denka. A jak tam wasze?


środa, 24 października 2018

Recenzja - Nivea Fresh Revive 3w1 suchy szampon dla brunetek

Recenzja - Nivea Fresh Revive 3w1 suchy szampon dla brunetek
Nivea bardzo często na swojej stronie internetowej ogłasza konkursy czy akcje testowania. Właśnie w jednym z konkursów wygrałam nowy suchy szampon Fresh Reviev 3w1 dla brunetek. Wbrew pozorom nie jest to produkt transparentny, który sprawi, że na ciemnych włosach po prostu nie zostanie biały osad, a szampon z kolorem! Ponoć można nim nawet zatuszować odrosty! Czy to prawda? Przeczytaj moją opinię ;)


Opis producenta:
Suchy szampon dla brunetek FRESH REVIVE z formułą 3w1, która delikatnie oczyszcza nie podrażniając skóry głowy, odświeża włosy aż do 24h oraz ożywia odcień włosów nie pozostawiając na nich resztek produktu.


Moja opinia:
Dokładnie tak jak widzicie na zdjęciu jest to brązowy suchy szampon. Wydaje mi się, że ten kolor faktycznie sprawdzi się u większości brunetek, ale u mnie osoby, która naturalne włosy ma jasno szare i farbuje je co 1-2 miesiące na brąz on przy posiadaniu widocznego odrostu się nie sprawdził za bardzo. Otóż chodzi o to, że jak go pryskam na skalp czy na szary odrost to go barwi na ... rudo. Na włosach ufarbowanych nie ma problemu, ale mam za jasne naturalne odrosty, aby ten szampon je ukrył, a z drugiej strony rudy odrost po nim mi nie pasuje ;)


A do tego brudzi. Specjalnie spryskałam białą chusteczkę, żeby było widać kolor produktu. Jednak nie polecam pryskać nim skalpu, gdy macie białe ubrania oraz po rozmasowaniu go palcami we włosach koniecznie trzeba umyć ręce zanim czegokolwiek dotkniecie, bo ja sobie już nie raz przypadkiem zostawiłam "brązowy kurz" od rąk na spodniach, klamkach itd.


Przejdźmy do działania, bo to jest najważniejsze. Szampon działa! Naprawdę na średnio brudne włosy, które potrzebują tylko odświeżenia, a nie kompleksowego mycia, zadziała świetnie. U mnie przedłuża czystość włosów o 1, a nawet 1,5 dnia. We włosach jest lekki. Praktycznie nie wyczuwalny w dotyku, a włosy układają się po nim normalnie i nie są poplątane czy sztywne. I to obojętnie czy spryskacie tak trochę czy "za dużo" bo się zamachniecie. Dla mnie ten produkt jest naprawdę bardzo dobry, ale ze względu na jasne odrosty, które pojawiają się szybko, a których nigdy mi się nie chce farbować regularnie to chyba kupię z ciekawości wersję do włosów blond.

Podsumowując polecam, ale naprawdę na brązowe włosy! I nie polecam, jeśli ktoś nie lubi zapachów kremu Nivea, bo ten szampon tak właśnie pachnie ;)

poniedziałek, 22 października 2018

Recenzja - Oriflame, Swedish SPA masło i peeling solny do ciała

Recenzja - Oriflame, Swedish SPA masło i peeling solny do ciała
Bardzo dawno nie miałam do czynienia z kosmetykami od Oriflame. Dlatego są rzeczy, które mnie w nich zaskoczyły: pozytywnie i niestety negatywnie. Regularnie używam peelingów do ciała i kosmetyków do pielęgnacji jak balsamy czy masła. Do tej pory w kategorii masła wygrywała marka TBS. Jeśli jesteście ciekawi czy masło od Oriflame jest lepsze zapraszam do przeczytania recenzji. Czy Oriflame Swedish SPA to seria, która naprawdę zapewni nam przyjemność jak w SPA?


Masło do ciała - Whipped Waves
Opis producenta:
To kremowe masło do ciała, wzbogacone olejkiem kokosowym ze słodkich migdałów oraz canola, a także masłem shea. Zapach morskiej bryzy pomaga ukoić zmysły, pozostawiając uczucie głębokiego odprężenia. Kosmetyk nie jest tłusty i szybko się wchłania. Olej kokosowy to antidotum na opaloną i podrażnioną skórę. Dlatego warto używać go teraz, kiedy nasza skóra jest przesuszona słońcem i potrzebuje po lecie bardzo intensywnego nawilżenia.


Cena 34,90 zł/ 200 ml

Moja opinia:
Zacznę od zapachu. Kiedy otworzyłam to masło jeszcze nie wiedziałam jak opisał je producent. Oriflame podaje, że zapach to "morska bryza"... dla mnie to masło (peeling też) pachnie delikatnie sosnowym lasem z nutą mocnego kremu, po prostu kremu jak klasyczny krem Nivea. Dlatego na Instagramie nazwałam go "sosnowy krem Nivea". Nie zrozumcie mnie źle! Ten zapach nie jest brzydki, ale jest zdecydowanie kremowy i leśny, a nie morski ;)


Składu nie komentuję, bo nie znam się na składnikach. Ale dla chętnych cały skład na zdjęciu powyżej. Masło jest dość wydajne, ale to zależy. Konsystencja masła jest zaiste jak zbite masło, ale po nałożeniu na skórę zachowuje się jak tępy krem. Są partie ciała, że bardzo trudno mi się je rozprowadza, bo ręka wręcz hamuje, a są takie że sunie jak masełko. Po wmasowaniu w skórę u mnie zostaje delikatna warstwa, ale nie jest ona klejąca! Mimo, że masło jest niebieskie nie zauważyłam, aby brudziło mi np. białej koszulki ubranej po wysmarowaniu się masełkiem. Mam też wrażenie, że ta warstwa się wyciera o ubranie, bo po jakimś czasie znika. A skóra?


Moja skóra kocha to masło! Jest miękka, przyjemna w dotyku i wręcz czuć, że jest dobrze nawilżona/natłuszczona. Nawet na łokciach, które mam wiecznie suche. Świetnie sobie radzi i na chłodną porę roku jest dla mnie idealne. Na lato uważam, że ta konsystencja będzie za ciężka. Efekt jest długotrwały. Przykładowo jeśli postanowię je nałożyć wczesnym wieczorem to na drugi dzień rano nadal czuję, że moja skóra jest lepsza, ładniejsza i przyjemniejsza w dotyku. A przy regularnym używaniu nie mam żadnych problemów ze skórą. Nawet na łokciach czy kolanach. A do tego nie zapchało mnie i problem z krostkami na plecach się nie zwiększył. Uważam, że cena 35 złotych za 200 ml masełka jest rozsądna.


Solny peeling do ciała - Salt Body Scrub
Opis producenta:
To delikatny scrub z kryształkami soli i łupinami migdałów. Złuszcza i głęboko oczyszcza skórę, usuwając martwy naskórek i nadając blask skórze. Łupiny migdałów świetnie wpływają na elastyczność skóry. Dzięki nim uzyskasz również jednolity i zdrowy odcień, możesz stosować go również po opalaniu ponieważ ma silne działanie nawilżające. Świetny produkt do pielęgnacji opalonej skóry.

Cena 49,90 zł/ 200 ml

Moja opinia:
Tutaj podobnie jak w wypadku masła zapach przypomina mi "sosnowy krem Nivea". Zgadzam się z producentem, że jest to delikatny scrub, ale jeśli nałożycie go na mokre ciało to wtedy można delikatnie je pomasować. Jeżeli chcecie mocny zdzierak to polecam na sucho lub lekko zwilżoną skórę. Sól ma do tego, że się szybko rozpuszcza, ale nie jest to minus, bo możemy samodzielnie decydować jaką moc chcemy uzyskać.


Mimo, że przyznałam się już, że nie znam się na składach to ten nie bardzo mi się podoba. W końcu ma to być peeling solny, więc czego więcej oprócz soli i oliwy tu trzeba? Konsystencja jest śliska, tłusta, ale drobinek soli i drobinek orzechów jest naprawdę dużo i to one dominują, a nie oleista substancja, w których pływają. Peeling jest naprawdę śliski, bo nawet w opakowaniu się przesuwa. Dlatego trzeba uważać przy nakładaniu i absolutnie nie robić peelingu stóp!!!!! Tak proszę państwa poślizgnęłam się na peelingu...

Jeśli chodzi o ścieranie to jest to naprawdę dobry peeling, ale zostawia na ciele śliską warstewkę przez co się poślizgnęłam we własnej wannie ;) Osoby, które wklepują ręcznik po kąpieli na pewno będą miały tę warstewkę na ciele, ale jeśli (jak ja) trzecie skórę ręcznikiem to warstewka zniknie. Nie jest ona tak uciążliwa jak ta z peelingu Ziaja Cupuacu, gdzie mogłam ją paznokciem zdrapać, ale jednak zostaje. Z jednej strony dzięki temu nie potrzeba już dodatkowych kosmetyków, a z drugiej ja po prostu nie lubię warstewki po peelingu. I ta cena... 49,90 zł za 200 ml peelingu. Jak dla mnie w stosunku do tego produktu jest to nieadekwatne.

Podsumowując...
Bardziej polubiłam się z masłem niż z peelingiem, ale używane oba na raz naprawdę świetnie sprawdzają się w pielęgnacji mojej prawie bez problemowej skóry. Masełko nie wygryzło TBS z mojego serca, a peeling na pewno znajdzie zamiennik. Ale jest to dobrze współgrający ze sobą duet produktów do domowego SPA.


Copyright © 2016 N. o kosmetykach , Blogger