wtorek, 2 sierpnia 2011

Azjatyckie kosmetyki - moja lista.

Dziś będzie post na temat mojej przygody z Azjatyckimi kosmetykami. Cóż chronologicznie chyba nie będzie, ale mam nadzieję, że pamiętam wszystkie testowane azjatyckie mazidła. W każdym razie recenzji można szukać w zakładce BB Cream i Pielęgnacja.

BB Creams czyli tak jakby podkład:
Moja przygoda zaczęła się od kupienia tubki o nazwie BB Cream Elemong. Jest to tak jakby podkład, ale bardzo gęsty, bardzo jasny i ma naprawdę dobre krycie, tyle że ma raczej różowo-szarą tonację i muszę go pudrować przy czym wtedy wyglądam jak w masce, bo puder mam nieco ciemniejszy niż powinnam. Z jasnym pudrem było by lepiej. Ogólnie zauważyłam, że BB Creamy sprzyjają mojej cerze, ponieważ mimo, że producent zapewnia o super działaniu np. na pryszcze, zmarszczki czy przebarwienia u mnie cera się po prostu uspokoiła.

Kolejny BB to był Baviphat Dream Magic Girls for oil skin Tutaj kolor jest bardziej naturalny, a sam BB jest super. Chociaż niestety ma tylko 4-5 godzinną trwałość jeżeli chodzi o efekt świecenia się twarzy.

Następny był bodajże Tony Moly Cutie Beauty Tomboy Chris (uwielbiam te długie nazwy). Tutaj nie trafiłam w kolor, jednak BB jest całkiem przyzwoity, choć mógłby lepiej kryć, choć ja nakładam BB raczej cienką warstwą, ponieważ nie lubię efektu maski.

Kolejny to SKIN 79 Super + BB Cream gold label tu cokolwiek ta nazwa oznacza. Mój absolutny faworyt! Choć krycie ma średnie, cudownie wtapia się w cerę i wyglądam zdecydowanie lepiej.

Teraz pora na próbki zakupione na wizażu w wątku rozbiórkowym. Na pewno zamawiałam MISSHĘ Perfect Cover #23 mi ona nie pasuje, bo jest zbyt różowa, jednak krycie ma średnie. Skin food Aloe mój kolejny faworyt! Uwielbiam ten zapach, uwielbiam ten kolor, tylko krycie mógłby mieć lepsze, ale od krostek jest korektor przecież (którego niestety nie używam. Intense balm classic kolor ma jak dla mnie za ciemny, ale krycie w porządku. Lioel Beyond the solution i tu jest zagadka, ponieważ raz jak go nałożę kolor ma idealny, innym razem zbyt ciemny... Holika Holika Clearing Petit BB hmm za ciemna dla mnie i oczekiwałam po niej lepszego krycia. I chyba to tyle z tego co testowałam.


Czas na pielęgnacyjne cuda z azjatyckich krajów
Tu na pierwszy ogień idzie Uguisu Tak ta słynna słowicza kupka, jednak uważam, że to świetna maseczka! Drobne i większe krostki szybko się goja i znikają, cera pozostaje gładka i miękka, a pory zwężone i wyczyszczone.

Kolejny produkt, który miałam to maseczki Lioele Vita Shack Pack Cranberry, Blueberry i Kiwi. Zadowolona byłam tylko z Cranberry, ponieważ faktycznie rozjaśnia przebarwienia, reszta maseczek po prostu pozostawia twarz miłą w dotyku i gładką.

Później była moja przygoda z Ginvera Marvel Gel, którą wspominam źle, bo ten żel do mycia twarzy strasznie mnie wysuszył i nawet trochę skóry z nosa mi zeszło.

SKin Food Peach Sake Pore Serum serum na pory. Stosowany na całą twarz może wysuszać, ale pozostawia buźkę cudownie gładką, pory niestety tylko w połowie zostały ujarzmione.

hmm teraz coś o pilingach Innisfree Wine peeling jelly softner recenzja wkrótce, ale ogólnie jest to delikatny piling o zapachu cudownego owocowego wina. MISSHA SUPER AQUA Detoxifying Peeling Gel mój pilingowy faworyt, ale o tym też wkrótce. Cure natural aqua gel do niego podchodzę najrzadziej, ponieważ w zapachu czuje alkohol. Recenzja również niedługo.

Teraz czas na nawilżacze: Kerren Rose Mint Masque Mask Moisturizer żel, krem czy maska? Cóż ja go używam na noc i powiem wam, że jest super! Buźka gładka i nawilżona, ale recenzja dopiero się pojawi. Kolejny to opisany niedawno Baviphay Peach All in one Waterfull Cream.

I seria Bio essence V:
Face lifting cream with ATP, który naprawdę odchudza! Relacja na blogu już była możecie zerknąć.
Radiant Youth Essence kolejny świetny produkt! Choć na razie mnie nie odmłodził, bo i nie ma z czego =]
Deep exfoliatnig gel piling bardzo dobry, choć ma raczej nieprzyjemny zapach.

Kosmetyki do testów, które mi pozostały nie ruszane to:
Kao Liese Designing Jelly 02
Kao Liese Designing Jelly 03
Skin Food Black Raspberry nutrientSerum
SKINFOOD Black Raspberry Su water Cream


I wydaje mi się, że mogłam coś pominąć =]

Jak widać wszystkie kosmetyki są do twarzy! Planuję zakup jakiegoś balsamu lub emulsji do ciała, szamponu, odżywki do włosów i tuszu do rzęs Missha.


I na koniec coś dla fanek FM Promocja - produkty tańsze o marżę.

3 komentarze:

  1. sporo tego :) u mnie na półce zero produktów azjatyckich :D Mam spore problemy na twarzy i jakoś nie chce inwestować w BB kremy. No, zamówiłam sobie próbkę skinfooda dla pewności :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Odebrałam z poczty dzisiaj brzoskwinkę z Baviphata, maznęłam się nim po dłoni z ciekawości jak z ta lepkością :) Wchłonął się w dłoń raz dwa macałam się po niej i tak jakbym w ogóle się nie posmarowała, ale za to palce mi się lepiły. Zobaczymy czy na mojej twarzy będzie się lepił.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, no i super, że powstał ten post :) zainteresował mnie zwłaszcza nawilżacz :)

    OdpowiedzUsuń

Katalog blogów

Katalog-blogow.pl
© N. o kosmetykach 2012 | Blogger Template by Enny Law - Ngetik Dot Com - Nulis